PO BITWIE PDF Print E-mail
Written by Marniok   
Monday, 20 October 2014 17:24

Wyprawa historyczna Monte Cassino 1944-2014

W dniach 11-19 maja nasza grupa wzięła udział w obchodach 70 rocznicy bitwy o Monte Cassino we Włoszech. Skład uczestników: st. Strzelec Robert Garcarzyk, strzelec Bartłomiej Depta, ks. major Andrzej Targosz, starszy strzelec Tomasz Kołton, starszy strzelec Łukasz Lasicz, strzelec Szymon Kocot.

 

Wyjechaliśmy w niedzielę wieczorem, zabraliśmy księdza Targosza ze Ślemienia k. Żywca i ruszyliśmy przez Słowację, Austrię do Cassino. Pierwszy nocleg na ziemi włoskiej spędziliśmy u naszego znajomego Krzyśka w Anzio. Zostaliśmy ugoszczeni włoskimi specjałami, nie zabrakło również prawdziwego włoskiego wina.
Po spędzeniu wieczoru w miłym towarzystwie Krzysia, Danusi i nieco zdziwionego obecnością tylu gości Jasia, udaliśmy się na spoczynek po 26 godzinach jazdy.
Rano pobudka. Przyjechała grupa Commando ze Swarzędza - starzy znajomi. Od razu zrobiło się weselej; przyjemnie spotkać za granicą swojaków.
Razem z komandosami ruszyliśmy na zwiedzanie Anzio. Udaliśmy się na cmentarz żołnierzy wspólnoty brytyjskiej, cmentarz amerykański w Nettuno (krzyże na cmentarzu zrobione z najdroższego marmuru są jednakowe na wszystkich amerykańskich cmentarzach wojennych), a także na plażę nad Morze Tyrreńskie gdzie w styczniu 1944r. przeprowadzono wielki desant wojsk sprzymierzonych.
Po południu ruszyliśmy do miasta Cassino u stóp opactwa benedyktynów.



Cmentarz amerykański w Nettuno

 

Przywitał nas majestatyczny jak w 1944r. widok klasztoru. Rozpoczął się wjazd na wzgórze klasztorne. Niesamowite widoki splecione serpentynami i przepaściami. W tle zameczek Rocca Janula. Jeszcze kilka zakrętów i znaleźliśmy się na parkingu pod klasztorem. Zjazd w kierunku cmentarza. Następnie zostawiamy samochody na parkingu wyznaczonym nam dzięki życzliwości klasztoru i miejscowej rodziny Pittiglio. Zbieramy niezbędny sprzęt i udajemy się na miejsce noclegowe. To będzie nasza baza wypadowa przez tych kilka dni na ziemi włoskiej. Pierwszy nocleg spędzamy na terenie walk, pomiędzy stanowiskami 12. Pułku Ułanów Podolskich, a linią obrony niemieckich spadochroniarzy. W nocy ulewa. Nie wszystkie namioty podołały próbie deszczu. Wstajemy i próbujemy wygrzać się w nieśmiało pokazującym się włoskim słońcu. Ubieramy mundury i udajemy się na polski cmentarz. Ksiądz Targosz chce odprawić mszę w tym szczególnym miejscu. Na mundur zakłada szaty liturgiczne, przygotowuje ołtarz. Posługuje Robert. Razem z komandosami uczestniczymy we Mszy, którą nasz kapelan odpawia za szczęśliwy przyjazd oraz za poległych żołnierzy. Po mszy wracamy na teren obozu. Chwila wolnego, czas na posiłek i ewentualnie zwiedzanie okolicy.



Msza święta na cmentarzu

 

 

14 maja

udajemy się w mundurach zwiedzić klasztor. Opactwo założone w 529r przez Benedykta czterokrotnie było nawiedzane przez kataklizmy. W lutym 1944r został zbombardowany przez alianckie lotnictwo. Obecnie odbudowany znów zachwyca swoim pięknem. Podziwiamy piękne marmurowe krużganki, dziedziniec,
i wspaniały widok na Polski Cmentarz wojenny. Spotykamy turystów z całego świata, w tym i rodaków. I kolejna niespodzianka  udaje nam się spotkać najstarszego mnicha Don Germano. Krzysiek, który zna język włoski i najstarszego mnicha wdaje się z nim w rozmowę.  Wspomina nam przy tym, że bardzo ciężko jest spotkać mnichów w klasztorze. Unikają turystów, to samotnicy zagłabieni w modlitwie, studiach i pracy. Don Germano rozpoczyna jednak swoją opowieść i zaprasza nas na powyższy taras, zwyczajnie niedostępny dla zwiedzających. Dziękujemy za gościnę, żegnamy się i ruszamy na dalsze zwiedzanie pola bitwy. Udajemy się do Gardzieli, gdzie stoi rozbity czołg pomnik Pułku 4. Pancernego Skorpion. Czołg dowodzony przez ppor. Ludomira Białeckiego, był pierwszym, którego załoga miała wesprzeć działania Karpatczyków. Rankiem 12 maja wjechał na wiązkę min. Siła eksplozji była tak duża, że wieża Sherman'a została odrzucona. Po bitwie z czołgu uczyniono pomnik, upamiętniający Pancernych Skorpionów. Odwiedziliśmy także wzgórze 575, które było jednym z celów natarcia 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Udaliśmy się także do ruin farmy Mass. Albaneta, którą szturmował 1 i 6  batalion Karpatczyków razem z Pułkiem Pancernym Skorpion.



W klasztorze




Gardziel - rozbity czołg Pułku 4. Pancernego Skorpion



Mass. Albaneta

Pod wieczór  przyjeżdżają znajomi z Opola. Kultywują tradycję Pułku 4. Pancernego Skorpion. W tym roku przyjeżdżają z 8 pojazdami z epoki  willysami. Na terenie biwaku robi się wesoło - wszyscy to stara gwardia.

15 maja

W dniu tym także mieliśmy okazję na własnej skórze przekonać się jak trudne było podejście Karpatczyków na wzgórze 593. Razem z Łukaszem i Szymonem ruszyliśmy na szczyt Monte Calvario na przełaj, poniżej szlaku wiodącego od Bramki, poprzez którą nacierała Dywizja Karpacka. Teren inny niż przed 70. laty. Wszędzie krzaki
i drzewa. Jednak dalej odczuwa się niezmierne trudności terenu. Wszędzie pełno skał. O wkopaniu sie w ziemię nie ma mowy. Można jedynie zbudować składaki kamienne, lub szukać naturalnych grot, które jako jedyne dawały schronienie. Jedną z takich grot udało nam się przez przypadek znaleźć. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, jak niewiele wystarczyło Niemcom do obrony. Kilka dobrze wstrzelanych karabinów maszynowych, starannie ukryte moździerze, zwoje koncertiny i wymyślne miny-pułapki. Można było bronić się pół roku. Wracając do naszego natarcia na 593. Gdy już wydawało nam się że widzimy niebo i zbliżamy się do szczytu, okazywało się, że mamy przed sobą gęste krzaki, bądź pozostałości po bitwie  drut kolczasty. W końcu jednak udało się nam dojść na szczyt  wyszliśmy jednak na szczyt wzgórza 569  tak charakterystyczną skałę. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić, ile zapału i szaleńczej furii mieli nasi żołnierze kiedy nacierali na te nagie skały z myślą  "o Tej co jeszcze nie zginęła"?  Udaliśmy się także na wzgórze 593 - cel Karpackiej.
Wracając do obozu, przeszliśmy obok domku doktora, gdzie w czasie bitwy mieścił się batalionowy punkt opatrunkowy.



Na wzgórzu 569



Obelisk 3 Dywizji Strzelców Karpackich na wzgórzu 593



Domek Doktora z widokiem na klasztor



Tablica nad wejściem


16 maja

to wyjazd na uroczystości do San Vittore del Lazio. Znajdował się tam tymczasowy cmentarz, przy szlaku bitewnym 3. Dywizji Strzelców Karpackich. Cmentarz ten, według pierwotnego założenia, przeznaczony był właśnie dla poległych żołnierzy tej dywizji, jednak dokonywano tam również pochówku żołnierzy wspomnianego 4. Pułku Pancernego, 6. Pułku Pancernego Dzieci Lwowskich, a także z oddziałów pozadywizyjnych. Złożono wieńce pod krzyżem upamiętniających polskich żołnierzy na cmentarzu komunalnym. Następnie na willysach skorpionów udajemy się do Piedimonte San Germano  miasteczka położonego za Cassino, które było kolejnym miejscem walki polskiego żołnierza. Zostało ostatecznie zdobyte 25 maja 1944r.


Nadmienię jeszcze o jakże ważnym i historycznym wydarzeniu. 16 maja odbyła się na prośbę naszego kapelana, Msza święta w Wielkiej Misce. W miejscu tym 70. lat temu, kapelan 3 batalionu ks. kapitan Stanisław Targosz, odprawił mszę na prowizorycznym ołtarzu ze skrzyń amunicyjnych przygotowanym przez żołnierzy. Było to wydarzenie niesamowicie wzruszające, teren zmienił się, zarósł krzakami, jednak czuło się magię tego miejsca. W wyjątkowej Mszy św. polowej (z pewnością pierwszej takiej od czasu zakończenia bitwy) wzięliśmy udział wraz z zaprzyjaźnionymi komandosami i skorpionami. Widok tylu osób w mundurach był fantastyczny. W czasie mszy wspomnieliśmy poległych żołnierzy.



Msza święta w Wielkiej Misce



Msza święta w Wielkiej Misce


17 maja


17 maja nasza grupa 6 osób udała się na zwiedzanie cmentarza niemieckiego w miasteczku Caira. Cmentarz niemiecki liczy ponad 20.000 żołnierzy poległych w kampanii włoskiej. Można znaleźć nazwiska polskie i ukraińskie. Polegli są pochowani po 6. Następnie udaliśmy się na Drogę Polskich Saperów  która nazwę otrzymała na cześć polskich saperów, pracujących pod ostrzałem w celu zapewnienia przejazdu na tym ważnym szlaku komunikacyjno-zaopatrzeniowym. Deszcz pokrzyżował plany przebycia pieszo drogi do gardzieli. Powróciliśmy więc do bazy by wyspać się przed głównym dniem uroczystości.




Jedno z wielu polskich nazwisk na niemieckim cmentarzu w Caira



18 maja to dzień wielkiej ceremonii na Polski Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino. Pobudka o godzinie 7:00. Mamy szczęście. Po kilku mokrych nocach poranek wita nas piękną pogodą. Rozpoczyna się, golenie, czyszczenie mundurów. Największy problem z ubłoconymi przez tydzień butami. W końcu razem z komandosami ruszamy pod cmentarz. Ze względu na zbyt wielką liczbę osób (to oficjalna informacja), aby wejść na cmentarz wydano specjalne przepustki. My jednak takich nie posiadamy. Ruszamy więc: najpierw trójka komandosów ze swoim sztandarem, a później my karpatczycy. W zwartym szyku idziemy nie zatrzymywani przez nikogo. Wchodzimy na cmentarz, zajmujemy miejsce po lewej stronie i czekamy na mszę. Kolejna niespodzianka. Nasz ksiądz kapelan ? niezwykły człowiek, także pojawia się na cmentarzu. Widzimy go z daleka kiedy wraz z biskupami udaje się w rejon ołtarza. Na cmentarzu przy każdym grobie pojawiają się harcerze z makami. Nastrój jest bardzo podniosły. Myślami jesteśmy 70 lat wstecz, gdy w końcu Polski żołnierz 'zdobył te skały'. Możemy być dumni, że to właśnie Polacy udowodnili, że nie są 'turystami Sikorskiego' ale potrafią się bić za Ojczyznę.

Wracając do uroczystości. Okrągła rocznica to zawsze wyjątkowe wydarzenie. Na cmentarzu oprócz harcerzy znajdują się weterani, którzy przyjechali z całego świata (Anglia, USA, Australia, Kanada). Są obecni przedstawiciele władz państwowych - Włoch, z Polski, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytani oraz władz lokalnych pobliskich włoskich miasteczek. Z naszego miejsca jednak ciężko ich dostrzec - są ukryci za ochroną i fotografami.
Chciałem jeszcze wspomnieć o miłym akcencie w czasie mszy. Gdy padły słowa - 'przekażcie sobie znak pokoju' - koło nas pojawił się ksiądz Targosz i uściskał serdecznie każdego ze swoich 'karpatczyków'. Była to bardzo wzruszająca chwila; gdy rozejrzałem się, zauważyłem, że ludzie z wielkim zaciekawieniem oglądali tą scenę. Po uroczystościach mamy jeszcze chwilę czasu na szukanie znajomych wśród przyjezdnych z Polski. Udaje nam się spotkać panią dyrektor gimnazjum z Zabrza Janinę Grzegrzółkę, oraz wnuka kapitana Kazimierza Ziajki, który był w 4 batalionie z moim dziadkiem Janem Marniokiem - Michała.
Spotykamy także kpt. Stefana Mączkę, kpr. podchor. Wojciecha Narębskiego i wielu znanych nam weteranów. Profesor Narębski wygłosił na cmentarzu wspaniałe przemówienie po którym dostał zasłużoną owację brawami.
Po uroczystościach udajemy się na bazę. Żegnamy skorpionów, którzy ruszają w dalszą drogę, na terenie obozu robi się cicho, zostajemy my i komandosi. Ostatni wieczór na tej świętej ziemi spędzamy na dzieleniu się przeżyciami, z pobytu oraz na śpiewaniu piosenek wojskowych przy gitarze.



Na polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino



Na okrągłą rocznicę przybyły tłumy


19 maja

to nasz wyjazd z Cassino. Żegnamy się z komandosami ze Swarzędza, z którymi przez tydzień zżyliśmy się jeszcze bardziej. Żegnamy i dziękujemy za gościnę Krzyśkowi i Danusi. Szkoda, że tak szybko minęło. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się ich odwiedzić. Pakujemy samochody, i ruszamy na północ Włoch. Nie jedziemy jednak od razu do Polski. Zaplanowaliśmy, że odwiedzimy cmentarz Polski w Loreto. Przyjeżdżamy na miejsce w godzinach popołudniowych, zatrzymujemy się na noc u sióstr nazaretanek. Ksiądz Targosz postanowił zafundować nam pobyt ? taka miła niespodzianka. Zależy Jemu także na odprawieniu mszy na cmentarzu, gdzie pochowany jest kapelan 3 batalionu, ksiądz major Stanisław Targosz, który poległ 30 czerwca 1944r. nad rzeką Chienti. Udajemy się więc na cmentarz, gdzie przygotowujemy ołtarz. Ksiądz Andrzej odprawia mszę. Msza nietypowa - dla 5 osób, ale jakże magiczna. Tak szczególne miejsce, wszyscy w mundurach z przed 70 laty, a na krzyżach nagrobnych nazwiska, które znamy z książek. Trzeba przeżyć takie chwile, żeby zrozumieć o czym mowa. Po mszy zapalamy znicze na grobie kapelana Targosza, i ppor. Adolfa Bocheńskiego - słynnego ułana karpackiego. Następnie udajemy się do bazyliki loretańskiej. Zachwyca swym ogromem i pięknem. Jest i polski akcent. W środku znajduje się ołtarz poświęcony naszemu krajowi. Po lewej stronie ołtarza widnieje obraz bitwy warszawskiej 1920, po prawej - odsiecz wiedeńska. Centralnie widoczny jest witraż poświęcony polskim żołnierzom, którzy w lipcu 1944r. gasili bazylikę podpaloną przez niemieckie bomby. Znajduje się także tablica pamiątkowa poświęcona właśnie Ułanom Karpackim, którzy jako jedni z pierwszych wkroczyli do Loreto.


Ołtarz na polskim Cmentarzu Wojennym w Loreto



Przy grobie ppor. Adolfa Bocheńskiego - Ułana Karpackiego




Przed bazyliką w Loreto


Kolejna niesamowita chwila - ksiądz Targosz dokonuje poświęcenia w polskiej kaplicy naszych różańców, zakupionych w klasztorze na Monte Cassino. Później czas dla siebie. Kupujemy pamiątki dla najbliższych w Polsce. Już po ciemku udajemy się na nocleg do sióstr. Brakło nam czasu aby za dnia przespacerować się po plaży adriatyckiej, wieczorna krótka wyprawa w deszczu to nie to samo. Nocleg u sióstr. Jakże wygodnie i przyjemnie spało się w tak specyficznym miejscu. Nie dość, że ziemia włoska, tak bliska naszym sercom, to jeszcze polskie siostry, które okazały nam tyle serdeczności i ciepła. Nie ma czasu na wspominanie wrażeń z dnia, kładziemy się spać, bo rano ruszamy w dalszą drogę, kierowcy potrzebują odpoczynku.


20 maja

żegnamy się z siostrami w Loreto, jedziemy do domu. Następny przystanek Unterstinkenbrunn. Przebywa tam i pełni posługę ks. Tadeusz Cichoń, znajomy księdza Targosza. Dla naszego kapelana jest to okazja by spotkać się z nim, dla nas kolejny odpoczynek w czasie drogi i odwiedziny w kolejnym ciekawym miejscu.

21 maja

Pobudka, śniadanie z naszym gospodarzem i zwiedzanie kościoła. Otoczenie plebani to piękny ogród, dużo zieleni, bardzo malownicza okolica. Żegnamy się z ks. Tadeuszem, ruszamy do Polski. Po przekroczeniu granicy, zatrzymujemy się na stacji. Rozdzielamy się. Robert z Bartkiem odwożą księdza do Ślemienia, ja jadę z Łukaszem do Skoczowa i z Szymkiem do Wymysłowa. Operacja Monte Cassino 2014 zakończyła się.

Na zakończenie chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom, za wspólne zorganizowanie wyprawy, za prowadzenie sprawy dofinansowania wyprawy z UM Mikołów, za wspólne przeżycie okrągłej 70-tej rocznicy bitwy.

Księdzu kapelanowi dziękuję za posługę i za nieocenione wzbogacenie rekonstrukcji historycznej o postać Kapelana. Według mnie nasza wyprawa była wyjątkowo ortodoksyjna, dobrze przygotowana i na pewno będziemy wiele razy wracali do niej pamięcią.

Dziękuję Komandosom ze Swarzędza i opolskim Skorpionom za wspólny pobyt na terenie bitwy.

Serdeczne podziękowania kieruję do Krzyśka Piotrowskiego (oraz Danusi i Jasia) za życzliwość, ciepłe przyjęcie, zapewnienie kwaterunku i oprowadzenie po polu bitwy. Bez niego nasza wyprawa byłaby po prostu niemożliwa.

CZOŁEM

Marniok

Last Updated on Wednesday, 27 April 2016 20:20
 
All Rights Reserved © virtual dedicated servers wordpress templates